Czarna Krypta

Z cyklu opowiastki Hansa…

Ciemna otchłań, próżnia i nicość to, to co widzi każdy z nas. Ilu z tego wychodzi? Ilu ginie, niknie w tym wszystkim?

***
Czarna przestrzeń zanurzona w nocnej mgle.

***

(…) I zapalił Józef swojego papierosa nerwowo spoglądając wokoło. Czy bał się, że go ujrzy ktoś znajomy? A może przeczuwał jakieś niebezpieczeństwo, albo co gorsza, że zostanie spisany przez funkcjonariuszy Legii Narodów? Nerwowość spojrzeń jakimi rzucał Józef nie może jednak żadnego z nas dziwić, był przecież w środku nocy na cmentarzu paląc papierosa. Przy czym sytuacja ta wydaje się nam na tyle nierealne, że i jemu równie podobnie zapewne.
Gdzieś po około 5 minutach palenia papierosa zgasił go na jakiejś cmentarnej płycie po czym ruszył dość chwiejnym krokiem w stronę przystanku autobusowego. Jak widać wypity alkohol dawał się jeszcze we znaki. Mimo tego wszystkiego Józef wsiadł do nocnego autobusu i po 30 minutach podróży, z przystankami w krzakach przekręcił wreszcie zamek swoich drzwi od mieszkania. Dalej nie uczynił nic więcej, jak tylko legł się w swoich ubraniach na małżeńskie łoże, a trzeba Wam wiedzieć, że od ponad roku mieszkał sam, gdyż żona od niego odeszła, a dzieci oni nie mieli.

Sen, a właściwie pijacki sen, Józefa nie trwał jednak długo. Koło godziny 6 zadzwonił jego ukochany, przedwojenny jeszcze budzik, który denerwował go chyba bardziej niż roboty drogowe trwające już od ponad roku, a których dźwięki były tysiąc-kroć skuteczniejsze od każdego budzika, jednak jak uważał Józef zbyt późne dla niego. Józef oczywiście nie był nikim szczególnym, to przychodzące mu na myśl słowa brzmiały, jak słowa każdego z nas gdy wstać trzeba jeszcze niemal w nocy, a w głowie wciąż czuje się zeszło-nocne procenty, słów tych nie będę więc cytował uznając to za zbyteczne. W tym człowieku było jednak coś niezwykłego, coś bowiem kazało mu każdego ranka klękać na gołej podłodze i każdą modlitwę, każdą prośbę, każdy pacierz, kończyć słowami: „dziękuję Ci Boże za kolejny dzień tej męki”. Słowa te jakże proste, a przecież ukazują stosunek Józefa do całego swojego życia.

Zaraz po modlitwie i umyciu się załączył telewizor na poranne wiadomości, coś co lubił najbardziej, następnie wziął kieliszek i nalał sobie soku, zaś do szklanki wódki. Nie, nie, nie była to jednak żadna pomyłka spowodowana wciąż trwającym stanem upojenia alkoholowego, on po prostu pro forma używał kieliszka, by nikt mu nie zarzucał alkoholizmu, a że nie lubił marnować czasu to lał do niego sok pomarańczowy. Józef mimo swojego złego nawyku wychowany był jednak w porządnej rodzinie stąd zrobił sobie pożywne śniadanie i kilkukrotnie umył zęby przed wyjściem z mieszkania.

Na ulicy Józef nie wzbudzał żadnego zdziwienia czy zażenowania przechodniów, właśnie tym odróżniał się od wszystkich innych pijaków, żebraków i im podobnych. Dlaczego? Ano dlatego, że w dzisiejszym świecie nie wzbudza zdziwienia człowiek przystojny, ogolony, ostrzyżony, ubrany w garnitur i jeszcze z neseserkiem – dokładnie tak on wyglądał każdego dnia wychodząc ze swego mieszkania. Tylko po co? Przecież od kilku miesięcy był bezrobotny. Na szczęście oszczędności jakie zgromadził na różnych kontach oraz zasiłek pozwalały mu wciąż funkcjonować na wysokim poziomie. To właśnie po straceniu pracy nasz bohater wpadł w nałóg alkoholowy, nie potrafił jednak zrezygnować z wczesnego wstawania i mimo braku jakiegokolwiek celu, dzień, w dzień to czynił.

W kieszeni nosił zawsze jakieś drobne i w zależności od ich sumy albo wsiadał w autobus albo w pociąg i jechał na „koniec świata”. Włóczył się tak bez celu zawsze do 15, a trzeba Wam wiedzieć, że był bardzo punktualny i każdą swoją podróż planował tak by zaraz po 15 znaleźć się w domu, dokładnie tak jak w tamte dni gdy miał pracę. Zawsze koło godziny 17 wydawało się mu, że wszystkie procenty wyparowały już z głowy Józefa i był całkiem trzeźwy. Dlatego wychodził ponownie z domu i szedł do pobliskiego Caritasu – był tam wolontariuszem. Z racji jego wykształcenia kucharskiego przygotowywał jedzenie dla bezdomnych, a więc niejako towarzyszy niedoli. Po co to robił? To przecież takie niezwykłe dla większości normalnych ludzi! Może Józef wiedział, że prawdopodobnie niedługo będzie potrzebował sam się zjawić w Caritasie, ale z drugiej strony okienka?

Możecie wiele myśleć teraz o Józefie, o jego chorobie, o jego psychice, jednak trzeba Wam wiedzieć, że był to człowiek niezwykle szczery, sumienny i dobroduszny. Nigdy nie brał jedzenia do domu, mimo, że wszystkie kucharki to czyniły – zawsze odmawiał. Zawsze zostawał do ostatniego potrzebującego.

Gdy Józef już skończył swoją pracę udał się, jak co noc, do pobliskiego sklepu monopolowego i zakupił pół litra wódki, po czym poszedł, dokładnie jak każdej nocy, na cmentarz pijąc tam swój trunek i płacząc. Gdzieś koło godziny 2-3 wyruszył w drogę powrotną, właściwie na „swój” autobus, z którego wysiadł, jak zawsze, przystanek wcześniej niż powinien – jak twierdził, spacer to przecież zdrowie – tym razem jednak nie doszedł do swego mieszkania…

***

Ciąg dalszy nastąpi…

…albo i nie.

Reklamy
Categories: Inne | Tagi: , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: