Pędzący pociąg

Dalmencja - Ojczyzna Współpracy

6:14, peron 8 dworca głównego w Królewskim Mieście Trizopolis, w okół pełno ludzi oczekiwało już spóźnionego o 5 minut składu TriBahn relacji Port Mount – Rottera. Opóźnienie, jak podawał spiker, było spowodowane remontem torów związanym z ogólnokrajową akcją „Poruszymy V-świat”, w ramach tej akcji odnowionych lub położonych ma być 8 tys. km nowych torów.  No cóż, jeśli taka miała być cena za super szybkie pociągi, to byłem w stanie ją zapłacić, a zwłaszcza, że bilet na pociąg pośpieszny relacji Trizopolis-Rottera kosztował tylko 33 Marki. W tym miejscu muszę jednak wspomnieć o pewnych nieścisłościach w cenniku, które udało mi się odkryć. Jeśli bowiem kupiłbym bilet dla Trójstrefy (na wszystkie pociągi w całym Trizondalu) zapłaciłbym 45 Marek, a byłby on ważny 72 godziny. Ja kupiłem osobny bilet na Gubernatorstwo Zongyi (za 18 Marek) i osobny na Gubernatorstwo Dalmencji (za 15 Marek), w prawdzie miałem tylko24 godziny na przesiadki, ale za to darmową komunikację miejską w Zagłębiu Rottery ( z której i tak nie zamierzałem korzystać).

O 6:21 wjechał na tor 23 nasz pociąg zwany „Koroną”. Skład był bardzo nowoczesny, klimatyzowane wagony, darmowy internet, a nawet darmowy obiad w wagonie restauracyjnym i to wszystko w 2 klasie. Jedynym mankamentem był straszny tłok, ale to pewnie dlatego, że pociąg w regionie KM Trizopolis zatrzymywał się na wszystkich stacjach, a ludzie mając do wyboru taki nowoczesny, dalekobieżny świat i zwykły pociąg podmiejski wybrali ten.  Po około godzinie podróży zatrzymaliśmy się w ostatnim mieście Gubernatorstwa Zongyi – Marcelburgu. Po ok. 20 minutach dalszej drogi, na łące ukazała się przed nami ogromna tablica z napisem „Witamy w Gubernatorstwie Dalmencji”, a obok jej godło – wyglądało to niesamowicie, 6 torów, wzdłuż nich ogromne słupy wysokiego napięcia i pędzący pociąg. Niedługo potem pociąg wjechał na Dworzec Loteryjny w Las Libertas. Było to bardzo śliczne miasto, jednak nie było mi dane poznać jego centrum, gdyż tory biegły tunelem podziemnym. Gdy już wyjechaliśmy z niego, za nami był tylko las świecących neonów, kasyn i wieżowców. Swoją drogą muszę się tam kiedyś wybrać, w końcu to nasz trizondalski świat kasyn!

Las Libertas

Zaraz za Las Libertas zaczynały się Wielkie Lasy Dalmenckie, po których ukryte były małe wioseczki. Jednak w pewnym momencie rozpoczęła się wielka polana, widać, że teren ten został wykradnięty lasu. Po środku tej polany stała kolejna tablica informacyjna z napisem „Witamy w Zagłębiu Rottery”, później przez 100, może 200 metrów, co chwila były bilbordy ze zdjęciami wielkich, nowoczesnych miast oraz kopalń i dużych zakładów pracy, zaś na końcu kolejna tablica z napisem „Ojczyzna Ludzi Czynu wita!”. Zrobiło  mi się jakoś przyjemnie na sercu, w końcu rzadko, gdzie można spotkać taką reklamę. Zaraz za tą polaną i wąskim pasem lasu ukazały się wielkie kominy i mury jednej z największych hut świat wirtualnego: Wielka Huta Stali i Żelaza im. Walki z Faszyzmem i Nazizmem, a zaraz za nią budujące się bloki i mieszkanie oraz malutka wioseczka – Hutniczy Raj, a tam drewniana stacja, drewniane perony i co wprawiło mnie w zdziwienie, właśnie tam zatrzymał się nasz pociągi pośpieszny…

Po kilku minutach postoju ruszyliśmy dalej, jechaliśmy przez połacie lasów, po których schowane były malutkie wioseczki, a wzdłuż torów malutkie stacje. Co jednak warte uwagi: na peronach stały nowoczesne automaty TriBahn, perony były oświetlone, nowoczesne, a na niektórych stały nawet automaty z jedzeniem i piciem. To wszystko wprawiało we wrażenie. Po wyjechaniu z terenów zalesionych ukazały się przed nami zarysy wieżowców, kominów, budynków – wyglądało to wspaniale. Pierwszą większą stacją w Zagłębiu Rottery były Hrabiowice – jedno z najstarszych miast regionu. Stary, ale odrestaurowany dworzec świetnie wpisywał się w otoczenie. Miasto było pełne starych kamieniczek, teatrów i budowli użyteczności publicznej, a wszystkie one były wybudowane w stylu klasycystycznym. Miasto ustanowione na cześć Hrabstwa Rottery stoi tutaj do dziś chociaż hrabstwa już nie ma.

Brynka w Rotterze

Po krótkim postoju pociąg ruszył dalej i już po 10 minutach jazdy zatrzymał się na dworcu głównym w Rotterze. Największy dworzec Trizondalu, gdzie codziennie zatrzymuje się około 2000 pociągów dziennie. Niestety nie było mi dane zobaczyć centrum, gdyż pociąg na przedmieściach wjeżdżał w podziemny tunel . Zarysy drapaczy chmur było zachwycające i bardzo kuszące by udać się do centrum, mimo wszystko jednak odpuściłem. W Rotterze miałem przesiadkę na BSP (PZB) – Bardzo Szybki Pociąg do  Alemani. W ciągu tych 15 minut oczekiwania do rąk trafiła mi jedna z ulotek, w której mogłem przeczytać:

„Spracowane ręce!

Każdego dnia w Zagłębiu Rottery wydobywa się setki ton węgla, wytapia setki ton stali, które później są eksportowane na cały świat. Codziennie miliony ludzi pracują by budować nowy wspaniały świat! Choć życie górnika jest trudne, musi wstawać wcześnie rano, pracować w trudnych warunkach to jego praca nie idzie na marne – dzięki pracy każdego z nas nasza Ojczyzna rozwija się i przoduje we wszelkich rankingach innowacyjności i nowoczesności oraz prędkości rozwoju. Możemy być z siebie dumni, jeszcze nigdy wcześniej, w tak krótkim czasie, nikomu nie udało się osiągnąć tak wiele przy pomocy ludzkich rąk i ludzkiej siły!

Oto na naszych oczach rodzi się Nowy Człowiek! Nowy Człowiek będzie budował Nowy Świat, świat wolny od wojen, nienawiści, zawiści, chamstwa i głupoty.  Już nigdy więcej człowiek człowiekowi nie będzie wilkiem, już nigdy więcej nikt nie będzie wstanie zniszczyć pracy innego człowieka, gdy tylko praca ta będzie stanowić większą całość. Niech nasze ludzkie, ciężko-spracowane ręce kładą kolejne cegły pod budowę Nowego Świata, ramię w ramię budujmy budowle sięgające nieba, a niezniszczalne jak stal by pokazać jak silni jesteśmy razem, jak niepokonani, jak nieugięci!”

Chociaż ulotka ta całkowicie propagandowa bardzo wiele pokazała o sposobie myślenia tutejszych mieszkańców, który jest tak bardzo

Ulsania

odmienny od tego, co bardzo często nas otacza.  Treść tejże ulotki napawa jakaś nadzieją na przyszłość, że ramię w ramię faktycznie uda nam się zbudować lepszy, bo wolny od nienawiści świat – no ale pożyjemy – zobaczymy.Tymczasem na peron 12 wjechał nasz pociąg, czekało na niego tylko kilka osób, wsiadłem pośpiesznie.  Niedługo potem zobaczyłem w oddali zarysy ostatniego miasta Zagłębia – Riwer i po 20 minutach jazdy zatrzymaliśmy się w Ulsanii – pierwszej stolicy Dalmencji. 

Niestety postój w Cerwanie po prostu przespałem i obudziłem się już w Alemani. Była już 14 godzina, a ja dopiero teraz zakończyłem swoją podróż. Alemania to nieduże, urocze miasteczko położone ok. 2 km od granicy dawniej z Brugią, a dziś Ziemiami Niczyimi. Sama nazwa miejscowości została nadana temu miasto przez Karolinę Sobieszek – trzeciego premiera Księstwa Trizondalu i właśnie na jej część dworzec główny nosi jej imię. To 20-tysięczne miasteczko wygląda cudownie, nieduże kamieniczki, spokój, cisza. Od morza dzieli je jakieś 20 km. Postanowiłem zostać tutaj na dłużej. Jednak będąc jeszcze na dworcu zaobserwowałem, że zwyczaj pozostawiania ulotek to zwyczaj prawdziwie Dalmencki, gdyż i tutaj było wiele stoisk z nimi.  Moją uwagę przykuła ulotka o tyle „Skrócona historia Dalmencji oczami jej pierwszego władcy” i chętnie ją przytoczę:

Skrócona historia Dalmencji oczami jej pierwszego władcy

Dalmencja miała początkowo powstać jako niewielkie księstwo na Konstynencie Wschodnim. Zakładając ją nie miałem właściwie pojęcia, jak to się robi :) Jakiś tydzień wcześniej znalazłem w sieci Wilkinię, potem kilka innych mikronacji i zapragnąłem stworzyć własną. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że nie potrafiłem zrobić strony internetowej ;)
Ściągałem z sieci szablony stron i edytowałem je w notatniku – tak, metodą prób i błędów poznałem podstawy HTML-a i założyłem pierwszą stronę Dalmencji, wyglądającą odpychająco, co stwierdzili ludzie z forum mikronacji :). Potem jednak usłyszałem o PHP Fusion i kolejna strona Dalmencji miała już shoutbox, forum przy stronie, panel rejestracji (na poprzedniej stronie rejestracja polegała na wysłaniu e-maila do mnie :) ). Zaczęli przybywać pierwsi mieszkańcy.To tyle jeśli chodzi o stronę techniczną przedsięwzięcia. Sam pomysł był dość spontaniczny. Dalmencja powstawała jakiś tydzień, gdzieś w okolicach wigilii i Bożego Narodzenia 2006 roku. Była państwem podzielonym na pięć hrabstw: Ulsanię, Roterrę (pierwsza wersja nazwy Rottera), Cerwanę, Lestan i Wyspy Sereckie. W każdym z nich było jedno miasto. Każdym z hrabstw zarządzać miał hrabia. Tytuł hrabiego Ulsanii przypadał mnie jako księciu, hrabim Cerwany miał zostać mój realny brat, a Lestan miał otrzymać mój przyjaciel, także z reala – okazali się oni jednak niezainteresowani mikronacjami, więc pierwszym hrabią z prawdziwego zdarzenia, jakiego miała Dalmencja był Marcel Hans, hrabia Roterry. To właśnie dzięki niemu uległa zmianie nazwa miasta i całego hrabstwa na Rottera. Utworzył pierwsze mapy hrabstwa. Miał swój udział w zwiększeniu liczby miast Dalmencji. Wkrótce potem Dalmencja stałą się królestwem.
Jeżeli chodzi o prawo Dalmencji, to w zasadzie nie istniało – Konstytucji nie było, zresztą kraj nie zdążył rozwinąć skrzydeł a już był częścią Trizondalu ;) Oczywiście, wszystko stało się za moją wolą i zgodą i bardzo cieszyłem się z połączenia trzech krajów w Trizondal.
Jak wyglądały władze? Na czele kraju stał książę, potem król, z rodu de Warnac. Władzę wykonawczą sprawował rząd z premierem na czele, ale tego rządu nie udało się nigdy w pełni powołać. Władza ustawodawcza miała należeć do Senatu, w którym miało zasiadać chyba trzech obywateli. Tak miały wyglądać władzę, ale z powodu braku ludzi nie udało się ich powołać.
W pewnym momencie ta struktura władz uległa zmianie, władzę ustawodawczą i wykonawczą miała sprawować Rada złożona z hrabiów, na czele której stał książę/król.
Interesujące również są początki Trizondalu. Po jego utworzeniu powstała koncepcja, aby krajem rządziła Rada Królów – rada złożona z władców trzech państw składowych. Ta koncepcja jednak wkrótce upadła i władcą został Marcin Komosiński, jako że Zongyia miała największy dorobek jako v-państwo.
Z Dalmencji wyszło kilku ważnych w dziejach Trizondalu ludzi. Wszyscy wiedzą o Marcelu Hansie – jego wkład w połączenie trzech państw był równy wkładom poszczególnych władców, wywodził się właśnie z Dalmencji. Pochodził stąd również późniejszy premier Trizondalu, Michael von Liechtenstein, obecnie MSZ Sarmacji :)
Co do moich losów, po połączeniu zostałem Gubernatorem Dalmencji i Ministrem Promocji w Trizondalu. Wkrótce potem padła propozycja unii z Księstwem Sarmacji, której przez długi czas sprzeciwiałem się arówno ja, jak i Marcel Hans ;) W końcu jednak ulegliśmy i do unii doszło. Jako że dla samej Dalmencji nic się nie zmieniło i nadal była martwa, zniechęciłem się do mikronacji i odszedłem.
To było nieodpowiedzialne, ale gdyby nie epizod z Dalmencją nie byłoby mnie teraz w v-świecie, a Trizondal by nie powstał. Może doszłoby do jakiejś unii, ale na pewno ten kraj nie wyglądałby tak, jak wygląda.

Alemania

Reklamy
Categories: Inne, Trizondal | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: